Dwa razy do roku możemy spotkać się z niesamowitym zjawiskiem w naszej parafii i nie tylko. A mianowicie z tasiemcowymi kolejkami prowadzącymi do konfesjonałów. Nagle ludzie odczuwają wielką potrzebę "wyrzucenia" z siebie swoich grzechów. Tuż przed Bożym Narodzeniem (miesiąc temu), zostało to zaobserwowane przez osoby postronne i nie tylko. Zdamy krótką relację z tych wydarzeń: a więc, parafianie tłumnie gromadząc się w kościele, zaczęli ustawiać się w kolejce. Niektórzy z nich byli tak odważni, że zaraz po wejściu, nie zastanawiając się długo, zmierzali w stronę kratek konfesjonału, inni długo rozmyślali, a niektórzy kątem oka obserwowali, przy którym konfesjonale kolejka szybciej się posuwa. Najbardziej wartym zobaczenia był moment opuszczania przez niektórych "wiernych" świątyni. Jedni w pośpiechu opuszczali kaplicę, a co pobożniejsi trwali jeszcze chwilę na modlitwie. W drodze powrotnej można było usłyszeć uwagi i wrażenia wyniesione z konfesjonału. Im bliżej świąt tym kolejka do spowiedzi coraz wolniej się poruszała. Czy wynikało to ze zmęczenia kapłana posługującego...?
Drodzy czytelnicy!
Wydarzenia jakie zostały wyżej opisane są jak najbardziej prawdziwe. Nie chcielibyśmy jednak urazić ludzi przystępujących do sakramentu pojednania. Chcemy ukazać Wam, mili czytelnicy, zachowanie (oczywiście tylko niektórych), które chyba nie jest dobrym podejściem do tego sakramentu. Teraz przybliżymy nieco poważniejszą stronę spowiedzi. Chcemy pokazać, że jest to święty sakrament i nie zawsze miał taką formę jak dzisiaj.
Pokuta jest sakramentem o największym historycznym zróżnicowaniu odmian zewnętrznych sprawowania. Przez wiele wieków w Kościele nie istniała spowiedź taka jak dziś w konfesjonałach. Na przykład św. Augustyn nigdy się nie spowiadał. Niektórzy biskupi głosząc kazania czynili pokutę a spowiadali się dopiero na łożu śmierci. Nie wolno było także udzielić sakramentu spowiedzi umierającemu młodemu mężczyźnie, ponieważ mógłby on wyzdrowieć i byłby skazany żyć w pokucie do końca swoich dni, co byłoby dla niego bardzo uciążliwe. Do średniowiecza istniało przekonanie, że w konieczności należy spowiadać się także przed świeckimi. Wszystkie te fakty wskazują, że w sakramencie pokuty chodzi o konkretne urzeczywistnianie się Kościoła.
Tertulian (ojciec Kościoła) pod koniec drugiego wieku, a także Augustyn w piątym wieku opisują szczegółowo instytucję jednorazowej publicznej pokuty. Charakterystyczne jest dla niej, że z reguły oficjalna pokuta kościelna przewidziana była tylko dla nadzwyczaj ciężkich grzechów jak morderstwo, cudzołóstwo czy odstąpienie od zasad wiary i przekonań (apostazja), a zatem grzechów, które znaczyły, iż chrześcijanin sam siebie wyklucza ze wspólnoty Kościoła. Wyznawanie grzechów musiało być składane głośno przed całą wspólnotą. Niekiedy dokonywało się to przed samym biskupem. Po pewnym czasie następowało ponowne przyjęcie do wspólnoty przez wstawienniczą modlitwę wiernych zgromadzonych w Kościele oraz przez włożenie rąk ze strony przewodniczącego. Taka praktyka pokutna doprowadziła do tego, że pokuta Kościelna stawała się coraz bardziej sakramentem dla umierających.
A oto co zostało powiedziane o sakramencie pokuty na Soborze Trydenckim:
Punktem kulminacyjnym sakramentu pokuty jest wypowiedziana przez kapłana formuła absolucji (rozgrzeszenia). Brzmi ona następująco:
"Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".
Mamy nadzieję, że każdy z nas będzie miał właściwe nastawienie do sakramentu pokuty. Nie warto żyć z dala od Boga, mając możliwość pojednania się z Nim poprzez ten sakrament. Często słyszymy stwierdzenie: po co mam iść do spowiedzi? Co mam powiedzieć? Ja nie mam grzechów! Czasem problem dla nas stanowi też osoba kapłana. W wychowaniu człowieka do dojrzałej wiary brak jest często rozwoju w przeżywaniu sakramentu pojednania. Sakrament ten powinien być ukazywany na nowo w kolejnych etapach osobowego rozwoju. Sakrament pokuty nie jest praktyką, dzięki której możemy pozbyć się winy, nie jest sposobem do naprawienia winy, błędu. Jest on spotkaniem miłosiernego Boga z proszącym o przebaczenie człowiekiem. W grzech i jego moc uwierzymy dopiero, gdy uwierzymy w miłość Boga. Więzią człowieka z Bogiem jest miłość. Spowiedź jest znakiem, przez który grzesznik wraca do Boga, przyjmuje Jego miłość. W osobowym pojęciu spowiedzi liczy się przede wszystkim postawą serca. Pierwszym grzechem człowieka jest mała wiara lub niewiara, życie bez Boga. Przystępując do spowiedzi trzeba się starać o wielką pokorę i wolność wewnętrzną wobec znaku jakim jest kapłan. W zdrowym poczuciu winy człowiek jest świadom, że nie jest w stanie ukarać się sam za grzech, wynagrodzić i naprawić popełnione zło. Stąd też prosi Jezusa Ukrzyżowanego, aby on sam wziął na siebie Jego winę. W prawdziwym żalu człowiek uwalnia się od lęku o siebie z powodu swego grzechu, ale kieruje się miłością. W prawdziwej miłości nie ma lęku. W prawdziwym żalu człowiek koncentruje się na osobowej synowskiej więzi z Bogiem. Sakrament pojednania jest dla niego doświadczeniem bycia w ramionach miłosiernego Ojca.
Człowiek, stworzenie, powinien czuć się przed Bogiem, Stwórcą, jako istota ciągle obdarowywana. Człowiek wierzący łatwo dochodzi do przekonania, że bez Boga nic uczynić nie może. Dziękować Bogu, to być zadowolonym z tego życia, które dał mi Bóg, z tych sytuacji w jakich mnie postawił.
Nie zawsze słyszymy podczas spowiedzi to, co byśmy chcieli usłyszeć. Jednak nie to jest najważniejsze. Jeśli spełnimy pięć warunków dobrej spowiedzi i otrzymamy rozgrzeszenie, to nasza spowiedź będzie na pewno dobra. Zaś tego, czym mamy kierować się w życiu powinniśmy szukać w gorliwej modlitwie i Słowie Bożym. Modląc się do Boga w ciszy i spokoju oraz rozważając Pismo Św. znajdziemy właściwą drogę. Odnajdziemy prawdę, która jest światełkiem w tunelu naszych codziennych spraw.
Klaudia i Rafał
Greg Garvey, artysta z Kanady, wynalazł komputer, przed którym można się wyspowiadać. Na początku wpisuje się datę ostatniej spowiedzi i liczbę grzechów. Komputerowy ojciec duchowny "słucha" spowiedzi; spowiadający się może odpowiadać na pytania, naciskając guziki "Tak" lub "Nie". Komputer wprawdzie zalicza spowiedź, ale nie udziela rozgrzeszenia...