Zapewne wszystkie doskonale pamiętacie jakiego Świętego wspominamy 6 grudnia. Oczywiście jest to św. Mikołaj! Często myślimy o Nim tylko jako o dziadku, który przynosi nam prezenty.
Jednak w rzeczywistości św. Mikołaj był zwyczajnym małym chłopcem, który żył już wiele lat temu. Jego rodzice byli bardzo bogaci, ale niestety bardzo wcześnie zmarli. Mikołaja wychowywali krewni. Nie brakowało Mu niczego, ale doskonale widział biedę innych ludzi. Pomagał im jak tylko mógł. Jednak nie chciał, aby ktokolwiek wiedział o tym. Tak więc kiedy trochę już dorósł i sam rządził majątkiem pozostawionym przez rodziców, często w nocy chodził do domów ludzi biednych i zostawiał im różne potrzebne rzeczy. Wszyscy bardzo się cieszyli z upominków, jednak nikt nie wiedział skąd się wzięły. Dopiero po pewnym czasie odkryli, że to Mikołaj tak się o nich troszczy. Byli Mu bardzo wdzięczni. On zaś wkrótce został kapłanem, a później biskupem. Teraz na pamiątkę Jego dobroci ludzie na wzajem obdarowują się prezentami. Dzieci często piszą listy z prośbami do św. Mikołaja, bo On jak każdy Święty chętnie wstawia się u Pana Boga za innymi ludźmi.
Posłuchajcie opowieści o św. Mikołaju, który nadal ciężko pracuje dla innych ludzi.
Zbliżał się 6 grudnia. Św. Mikołaj siedział i czytał listy, które mu dzieci przysyłały przed jego imieninami. Starego biskupa, przez wszystkich w niebie kochanego, otoczyły aniołki. Otwierały mu listy i porządkowały. Czasem święty staruszek nie mógł sobie poradzić z kulasami nabazgranymi przez jakiegoś dzieciaka, który dopiero zaczynał poznawać ciężką i trudną sztukę pisania. Wtedy aniołki brały na jego prośbę taki list w swoje delikatne ręce i odczytywały go świętemu na głos.
- Co on tam napisał? - zapytywał z troską święty. - Weź to i popatrz, bo nie mogę odczytać tych bazgrołów.
Aniołek wziął kolejny list i odczytał:
- Proszę Cię, święty Mikołaju, żebyś mi przyniósł kolej."
- Aha, kolej. A dalej co?
- Taki pociąg, żebym się zmieścił w nim i ja, i mój piesek Ciapek, i mój kociak Łapek".
- Żeby były długie szyny. Bo chcę objechać swoim pociągiem dookoła świat".
- No, no, no. Skąd on taki wędrowniczek. A tu co napisane?
Aniołek wziął list. Po chwili zaczął:
"Przewielebny św. Mikołaju! Proszę Cię, żebyś mi przysłał kiełbasę prawdziwą. Taką długą, żeby mi starczyła do następnego roku. A w przyszłym roku poproszę Cię o taką samą".
- Skąd on ma taki apetyt na kiełbasę - zdziwił się święty.
Następny list był trudny do odczytania. Święty Mikołaj podał aniołkowi pomarszczoną kartkę papieru.
- Czytaj, czytaj. Szkoda czasu. Tyle jeszcze listów do odczytania. - powiedział święty
- "Święty Mikołaju! Nie proszę Cię o żadne zabawki, ani łakocie. Proszę Cię tylko o jedno. Uzdrów moją Mamę."
Zrobiło się cicho. Po chwili milczenia św. Mikołaj spytał:
- To już wszystko co tam napisane?
- Jeszcze nie. "Moja Mama jest ciężko chora od dawna i żadne lekarstwo nie pomaga. Lekarze powiedzieli: Już tylko Bóg może ją uratować. Pomyślałem sobie, że do Pana Boga niełatwo się dostać, bo przecież tylu ludzi wciąż Go o coś prosi, wobec tego piszę do Ciebie, abyś Ty wstawił się za moją mamą do Pana Boga."
Święty Mikołaj poprosił aniołka, aby mu pokazał to dziecko. Aniołek rozejrzał się po Ziemi i wskazał. Św. Mikołaj zmrużył oczy i popatrzył pilnie, choć to mu nie było potrzebne. Zobaczył chłopca w szpitalu przy łóżku matki.
- To znaczy, że żyje.
Podniósł się żwawo z fotela.
- Ja tu zaraz przyjdę.
- A gdzie idziesz święty Mikołaju?
- Jak to gdzie? - zdziwił się święty. - Do Pana Boga, żeby Go prosić o zdrowie matki.
Ks. M. Maliński