Po co to?

Po co ksiądz idzie do ołtarza?

Siedząc w ławce tuż przed rozpoczęciem Mszy św. zastanawiamy się co mamy Bogu ofiarować: ból i smutek, szczęście i radość a może jedno i drugie? A tu nagle słychać dzwonek i dźwięk organów. Patrząc na księdza dostojnie wchodzącego po stopniach do ołtarza, po co on tam w ogóle idzie i po co staje za tym ołtarzem? Kim on jest, że może spełniać tak święte czynności? On sam, czyli ksiądz, wie, że został on postawiony na czele tego ludu Bożego, aby brał w swoje ręce chleb i powtarzał słowa z Wielkiego Czwartku. Staje się wtedy ofiarnikiem.

Gdy nasz ksiądz idzie do ołtarza przestaje być osobą prywatną, ale staje się pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. Choć, jak każdy człowiek, ma i on swoje sprawy i nie zapomina o nich to wychodzi do ołtarza po to, aby modlić się za powierzony mu lud, prosić o przebaczenie grzechów i razem z wszystkimi śpiewać pieśni pochwalne. To wszystko może czynić kapłan, bo zgodził się radośnie być narzędziem w ręku Odkupiciela.


Po co w kościele zakrystianin?

Wielu z nas wyobraża sobie kościelnego jako starszego, siwego i bardzo dobroddusznego pana. W każdym bądź razie jest to człowiek obdarzony wielkim zaufaniem przez swojego proboszcza. Jego władza nie kończy się tylko na zakrystii. Oiekuje się całym Domem Bożym począwszy od sprzątania przez zapalanie światła, wystrój wnętrza kościoła, ogrzewanie aż po przygotowanie kościoła do Mszy św. i nabożeństw. Co by począł proboszcz bez kościelnego, który o wielu sprawach musi pamiętać.

Dobrze jest gdy kościelny posiada pewien dar, coś z nauczyciela. Gdy umie przekazać pewne wiadomości szczególnie młodszym ministrantom, którzy chcą godnie służyć Bogu podczas sprawowania Najświętszej Eucharystii. Na pewno cieszy się, gdy któryś z jego dawnych podopiecznych może stanąć przy ołtarzu i błogosławić lud. W cichości serca dziękuje Bogu za to, że choć tylko w małej części przyczynił się do tego. Cieszy się on gdy przed ołtarzem może postawić klęcznik dla młodej pary i współczuje gdy przychodzi mu, w tym samym miejscu, przygotować katafalk.


Po co nam organista?

Najczęściej jest niewidoczny. Tylko niektórzy, mający zaklepane miejsce na chórze, widzą go i przypatrują się jego pracy. Cieszy się organista gdy może usiąść przy dobrych organach i cieszą się parafianie gdy mają dobrego organistę rozmiłowanego w swojej służbie. Lud jest wymagający, chce mieć dobrego kapłana i dobrego organistę, którzy dbają o chwałę Bożą. Rozwój liturgii i zaangażowanie ludu w służbie Bożej stawiająorganiście duże wymagania. Dziś poszukuje się organistów z powołania, bo właśnie tacy są potrzebni.


Po co ministranci?

Ministrant - to słowo brzmi podobnie jak minister. Jedno i drugie mówi o służeniu i pochodzi z języka łacińskiego. Minister pozostaje w służbie państwa, a ministrant służy kapłanowi i ludowi Bożemu, a przez to służy samemu Bogu. Chociaż chłopcom bardziej odpowiadają mundury niż suknie, to ministranci chętnie wkładają na siebie kolorowe sutanki i bielutkie komże, by na oczach zgromadzonych w kościele pełnić godnie swoją służbę.

Od lat przyzwyczailiśmy się do faktu, że przy ołtarzu zjawia się człowiek świecki, bez święceń kapłańskich i do tego w garniturze, i czyta Pismo Święte. Przez wieki czytanie Pisma Świętego podczas Mszy św. było zarezerwowane dla kapłana lub diakona. Zostało to uregulowane przepisami Kościoła. Uczą nas nie od dziś, że Eucharystia to nie tylko ofiara Jezusa Chrystusa ale wszystkich zebranych w kościele.

O laikacie, o roli świeckich został napisany osobny rozdział w Konstytucji dogmatycznej o Kościele na Soborze Watykańskim II. Ojcowie soboru piszą tam, że i świeccy mają swój udział w ofierze Boskiego Mistrza, w Jego urzędzie nauczycielskim. Widomym znakiem tego jest reprezentant zgromadzenia ludu Bożego, który czyta wszystkim obecnym z ksiąg świętych. Cieszyć się trzeba, że Kościół tak szanuje swoich wiernych i wyznacza im bardzo wyraźne miejscewe mszy świętej, m. in. w osobie lektora.


Lud Boży w kościele!

Piękna to nazwa chrześcijan, przyjemna nie tylko dla ucha, jest także bogata w treści. Przypomina lud izraelski, jedyny w dziejach starożytnych, który pouczany przez Boga i prowadzony przez Niego - mógł prawdziwemu Bogu budować ołtarze i wielbić go ofiarą. W miejsce tego ludu wszedł lud Boży, który jak tamten zawarł przymierze z Panem. My jesteśmy tym ludem Bożym w kościele. Zgromadziła nas wiara w Jezusa Chrystusa w Jego Bóstwo i człowieczeństwo, w świętość ofiary Eucharystycznej.

W murach kościoła nie jesteśmy zbiorowiskiem pojedyńczych ludzi, ale stanowimy jedność. Razem chwalimy Boga, razem uczestniczymy w "łamaniu chleba". Ważne jest aby zjednoczenie ludu w słowie i czynie trwało nieustannie, aby jedni drugim usługiwali, jak przystoi świętym, jak chce widzieć Bóg swój lud, bo przecież to właśnie my jesteśmy ludem Bożym.


(Rafał)