*Jeden z malarzy opowiadał, że spotkał w ogrodzie pewnego pana z piękną, siwą brodą. Zaprosił go do pracowni malarskiej, żeby przyszedł następnego dnia i pozował do obrazu przedstawiającego Boga Ojca. Nie bardzo chciał przyjść. Targował się. Wreszcie po otrzymaniu większej zaliczki obiecał, że przyjdzie. Zjawił się starannie ogolony. Tłumaczył się:
- Miałem pieniądze to poszedłem do fryzjera, żeby porządnie wyglądać.
* Pani prosiła dla siebie o świadectwo zgonu.
- A po co to pani?
- Kiedy umrę, kiedy to załatwię?
* Pewien ksiądz pouczał jak robić rachunek sumienia:
- Nie mów, że trzepałeś kożuch, jeżeli w tym kożuchu był wujek. Nie mów, że przejechałeś butelkę, jeżeli ta butelka była w kieszeni przechodnia. Nie mów, że tylko ukradłeś sznurek, jeżeli do tego sznurka był przywiązany koń.
* Słyszałem od starego, już nie żyjącego proboszcza, że jego proboszcz z czasów arcy biskupa Felińskiego lubił głosząc kazania ilustrować je widocznymi przykładami. Umówił się z kościelnym, że kiedy będzie głosił kazanie o Duchu Świętym, kościelny wypuści gołębia na kościół. Zaczął mówić:
- Oto Duch Święty. . . - i czekał, kiedy się gołąb pojawi. Zapadło milczenie, bo nic się nie działo, słuchacze nie wiedzieli, o co chodzi. Nagle wpadł kościelny i krzyknął:
- Proszę księdza, ducha świętego kot zjadł!