Takiemu to dobrze

Przed drzwiami gabinetu dentystycznego oczekiwa3o kilkanaocie osób. Znudzeni czekaniem ogl1dali stare jak owiat czasopisma, lub patrzyli w okno, za którym bez przerwy przesuwali sie przechodnie. Po drugiej stronie szerokiej ulicy sta3 blok mieszkalny o kilku wejociach. Otworzy3y sie drzwi na wprost okna poczekalni i kilku ministrantów w czerwonych pelerynkach wybieg3o na ulice. Za nimi wyszed3 ksi1dz. Przeszli kilka metrów i weszli do nastepnej klatki schodowej. Ten widok by3 dobr1 okazj1, by oczekuj1cy w poczekalni pacjenci rozpoczeli wymiane myoli.
- Pewnie po koledzie - zauwa?y3a jedna pani, trzymaj1c sie za lew1 szczeke.
- Takiemu to dobrze - mrukne3a inna z nut1 zazdrooci w g3osie. - Nie napracuje sie, nie nameczy, tylko zgarnia pieni1dze.
Poczekalnia sie o?ywi3a.
- Moja pani, dobrze to mówi przys3owie, ?e kto ma ksiedza w rodzie, tego bieda nie ubodzie.
- A inne to jeszcze mówi, ?e ?aden dominus wobiskum nie umar3 nad pró?n1 misk1, bo choaby nawet mieszka3 w lesie, to mu zawsze ktoo przyniesie.
- Tak, tak. A jeoli nie przyniesie, to sam sie przejdzie po domach, jak ten tam za oknem i co wieczór ma pe3n1 teczke pieniedzy.
- Za oluby jeszcze pozbiera, za pogrzeby, za chrzty, to na Msze ow. i pieni1dze same lec1.
- Pani, to jeszcze nie wszystko. Zapomnia3a pani o tacy w ka?d1 niedziele.
- Taki to ju? rodzinke wyposa?y do trzeciego pokolenia. Ju? tam jego tatuncio i mamuncia nie wiedz1, co to jazda tramwajem. Ka?dy w rodzinie ma mercedesa.
Przy samych drzwiach do gabinetu siedzia3 starszy me?czyzna. Nie w31cza3 sie do rozmowy, tylko s3ucha3 uomiechaj1c sie pod nosem. Wreszcie zapyta3:
- Czy pani ma syna?
- Mam dwóch - odpowiedzia3a zagadnieta.
- Mali, duzi?
- Jeden w siódmej klasie, drugi w liceum.
- A pan? - zwróci3 sie do s1siada.
- Mam. Mój ju? w wojsku.
- A pani? - indagowa3 dalej.
- Te? jednego. A dlaczego pan pyta?
- tak sobie myole, ?e z pewnooci1 panstwo poolecie swoich synów do seminarium.
- Po co do seminarium?
- Jak to po co? —eby zostali ksie?mi
- Mój syn ksiedzem? Jeszcze czego! Nigdy bym sie na to nie zgodzi3a.
- Ani ja.
- Ani ja.
-Jak to? Chyba panstwo dobrze ?ycz1 swemu dziecku.
- Oczywiocie. I dlatego nie chce, aby moi synowie zostali ksie?mi.
- Nie chcecie panstwo, by wasze dzieci mia3y dobrze? By by3y szczeoliwe? Ja, s3ysz1c coocie przed chwil1 mówili o ksie?ach, od razu pos3a3bym swego syna do seminarium.
- A to niech pan posy3a. Ja swego nie poole.
- Nie chce pani, by syn mia3 dobrze? Niech pani pomyoli tylko: nie napracuje sie synek, nie nameczy, ludzie sami mu wszystko przynios1, a jeoli czasem zapomn1 przynieoa, to syn sam sie przejdzie po domach i co wieczór bedzie mia3 pe3n1 teczke pieniedzy. A jeszcze, jak to panstwo mówili, zgarnie za oluby, chrzty, pogrzeby, zbierze na tace. Pani nie musia3a by jeYdzia tramwajem, bo syn zafundowa3by mercedesa.
- E tam, panie. To tylko tak sie pieknie mówi, ale w rzeczywistooci, to nie 3atwo bya ksiedzem.
- No wiecie, moi panstwo, ja ju? teraz nic nie rozumiem. Najpierw g3osicie, ?e tak dobrze jest bya ksiedzem, ?e tylko ?ya nie umieraa, a za chwile twierdzicie, ?e to cie?ko. Mówicie, ?e takiemu to dobrze, a równoczeonie bronicie sie rekami i nogami, by to szczeocie nie spotka3o przypadkiem waszych dzieci. To jak to w koncu jest: dobrze czy Yle?
- No wie pan, przyczepi3 sie pan do nas, jak pijany p3otu i nie mo?e sie pan odczepia. Dlaczego panu tak zale?y na odpowiedzi? Potrzebna jest ona panu do szczeocia?
- Prawde mówi1c, to mnie wasza odpowiedY nie jest potrzebna, ale uwa?am, ?e uczciwooa wymaga, by panstwo sami sobie dali w3aociw1 odpowiedY. Ja cookolwiek wiem na ten temat, bo w sam raz mam syna ksiedza. Mo?ecie panstwo bya pewni, ?e je?d?e tramwajami nie mam mercedesa, ani nawet malucha.
- Ale syn panski z pewnooci1 ma.
- Syn musi miea samochód, bo ma trzy koocio3y do obs3ugi i piea punktów katechetycznych. My z ?on1 nie korzystamy z ?adnej pomocy syna. Owszem, co jakio czas ?ona przygotowuje mu wa3ówke i wieziemy synowi, bo on jest sam. Gdy ma coo przygotowanego, to sobie podgrzeje i przez kilka dni mo?e miea coo ciep3ego do zjedzenia.
- To nie mo?e sobie syn naj1a gospodynie? Tyle kobiet jest bez pracy, to przecie? nie problem.
- A pani by sie zgodzi3a, gdyby wasz proboszcz zaproponowa3 tak1 posade?
- Ja nie, ale jest tyle innych.
- No widzi pani. Jak pani nie chce, tak i inne nie chc1. Powiem panstwu wiecej. Próbowa3 syn znaleYa kogoo do sprz1tania i te? nie znalaz3. W miejscowooci gdzie syn mieszka, jest knajpa. Brudna, obskurna knajpa, zawsze pe3na pijaków. Poszukiwano tam sprz1taczki Równoczeonie syn poszukiwa3 kogoo do sprz1tania na plebanii. Chodzi3o o sprz1tniecie raz w tygodniu czterech pokoi, a w knajpie sprz1tanie dwa razy dziennie sali konsumpcyjnej, kuchni i ustepów. Syn proponowa3 pieaset z3otych za ka?dy raz, co wynosi3oby dwa i pó3 tysi1ca na miesi1c. W knajpie zao tysi1c osiemset miesiecznie. Zg3osi3o sie kilka kobiet do pracy w knajpie, a ?adna do pracy na plebanii. Jedna z nich powiedzia3a otwarcie, ?e w knajpie bedzie pracownic1, a u ksiedza ludzie bed1 j1 nazywali s3u?1c1.
- Ale pieniedzy to panski syn ma chyba pod dostatkiem?
- Owszem, ma, ale nie tyle co sobie przecietni ludzie wyobra?aj1. Ma równie? i wydatki, o których sie nie oni3o przecietnemu cz3owiekowi. Gdy pomaga3em mu prowadzia ksiege finansow1, to sie za g3owe z3apa3em, widz1c jakie koszty zwi1zane s1 z prowadzeniem parafii, utrzymaniem koocio3ów i punktów katechetycznych, z remontami itd.
- To ksie?a prowadz1 ksiegi finansowe?
- Oczywiocie.
- I s1 kontrolowani?
- A jak?e. Ksiegi finansowe s1 kontrolowane przez w3adze finansowe, a ponadto i Kuria Biskupia nad tym czuwa
Otworzy3y sie drzwi gabinetu i pojawi3a sie w nich dentystka.
- Prosze, kto z panstwa pierwszy?
- Ja - poderwa3 sie ojciec ksiedza.
Zanim zamkn13 za sob1 drzwi, odwróci3 sie jeszcze i powiedzia3:
- Radze jednak panstwu pos3aa swoich synów do seminarium.
Nikt nie odpowiedzia3. W poczekalni zapanowa3o milczenie. No bo o czym by3o rozmawiaa, skoro zabrak3o tak interesuj1cego tematu?

("Kto to taki" - ks. Bronis3aw Kant)