- W pewnej grupie przyjaciół tamtego dnia pojawił się człowiek, co miał moją twarz. Zapytał nieśmiało czy przysiąść się może, czy pomóc nie trzeba i że on pomoże.
- W grupie tych ludzi znalazł się sam, budował przyjaźnie i kochał, a ludzie zerkając wciąż w jego twarz szukali talentów nieznanych i wiedzy.
- On na te spojrzenia odpowiedzieć chciał, uśmiechał się, śpiewał, nauczał. Tłumaczył, że nie jest mądry aż tak i że nic ponad siebie nie może im dać.
- Lecz oni swe ręce wyciągali wciąż po pieśni, myśli i słowa, a on mówił co wiedział i uczył się wciąż, aby dalej móc przyjaźń budować...
- W grupie tych ludzi znalazł kobietę inną niż wszytkie, dobrą. Szukała przyjaciół, podobnie jak on, tam znaleźli siebie i Boga.
- I twali w tej grupie, mimo jej wad, mimo plotek i kłótni wśród ludzi, Pracowali by tworzyć porządek i ład, by innych do Boga nawrócić...
- Pewnego wieczoru, gdy jego świat przepełnił ból i rozpacz nie było nikogo, kto by pomóc mu chciał, więc sam w bólu pozostał.
- Swe życie zawdzięcza przyjaciółce swej, która go wtedy spotkała, pocieszyła go i pomogła mu wstać, być sobą mu znów kazała.
- Lecz inni, spostrzegłszy, że on zmienił się, nie śmieje się już i nie śpiewa, odrócili głowę, rzekli "wypchaj się, nam Ciebie już tu nie trzeba".
- Więc postanowił odejść, uronił łzę i stanął w otwartych drzwiach, nie zatrzymał go nikt i tak skończył człowiek, ten, który ma moją twarz.
- I tylko jedna osoba do dziś ufa mu z wzajemnością, bo prawdziwej przyjaźni nie zniszczy nikt, podparta jest bowiem miłością!
AdiT
|